Dzień w wersji hard.
Wczoraj przez to przechodziłem.
Po szybkim śniadaniu ruszyłem do szkoły skąd udaliśmy się na siłownię.
Tutaj wart wspomnienia jest patent Kornasia na ćwiczenie dupy
(uaaaa "ale boli":D)
Szybki telefon od taty; "Masz nam pomóc"
W ten sposób następną siłownie spędziłem na świeżym powietrzu.
Tym razem na działce rodziców. Przekopałem chyba całe pole.
Szybki telefon od Matysa: "Gramy w siatkę"
I tak następne 2h spędziłem na graniu w najpiękniejszą grę jaką człowiek wymyślił.
Szybki sms od Sowy; "19:30 pod fontanną"
Tak więc, szybki prysznic i sruu na rower.
Po naprawieniu naprawionych przerzutek Polci(:D) postanowiliśmy skompletować paczkę o Kuźmę mającego właśnie biegać z naszą supermenką.
Oczywiście nie biegał:) Wspólnie objeździliśmy pół miasta.
Znalazł się też czas na odpoczynek. Idealny czas na wyznania.
Do historii przejdzie jedno z nich dt. obolałej dupy Superbohaterki uwiecznione na moim telefonie:D
Ale wracając:
Szybki telefon od taty: "Wracaj już do domu"
Nie zdązyłem jeszcze wrócić jak:
Szybki telefon od siostry: "Podjedź pod mój blok"
Na miejscu złożyliśmy wspólnie życzenia najdzielniejszemu mężczyźnie na świecie:
mojemu tacie. Naprawdę podziwiam go, że ze mną wytrzymuje. Trzeba być wytrwałym:)
Więcej szybkich telefonów tego dnia już nie miałem.
Wykończony zakończyłem dzień w wersji hard.

