Wpisy archiwalne w kategorii

szlif/miasto

Dystans całkowity:173.60 km (w terenie 2.00 km; 1.15%)
Czas w ruchu:08:09
Średnia prędkość:21.30 km/h
Maksymalna prędkość:42.00 km/h
Suma podjazdów:2000 m
Liczba aktywności:7
Średnio na aktywność:24.80 km i 1h 09m
Więcej statystyk

Rdziostów i Dąbrowa czyli dwie pieczeni na jednym ogniu.

Niedziela, 8 sierpnia 2010 · Komentarze(12)
Kategoria szlif/miasto
Ostatnimi czasy borykałem się z frustrującymi problemami technicznymi.
Już niedługo dojdzie nowa przerzutka i ruszam pełną parą !

Tymczasem w czasie dzisiejszej przejażdżki zapoznawczej natknąłem się niespodzianie na pewne dwie urocze dziewczyny leżące przy szosie.
Szybko rozpoznałem znajome twarze Kamili i Miśki. Pani Kornaś leżała w bezruchu.
Miśka szybko wytłumaczyła mi, że jej towarzyszka udaje zwłoki.
Dobrze wiedzieć! :D Oczywiście Kornaś długo nie wytrzymała i wybuchła swoim charakterystycznym śmiechem.
Coś w tym stylu:
Wiem, że mnie lubisz <3
Miśka zaproponowała, żeby odprowadzić ją do domu trasą wiodącą wzdłuż rejonów w których się wychowałem. Szybko się zgodziłem. Wróciły stare wspomnienia.
W czasie przechadzki przyznałem się tworzącym balony z gum do żucia dziewczynom iż do dziś nikt mnie nie nauczył jak to się robi. Nauczycielki wzięły się do roboty i już po 5 min. tworzyłem równie wielkie cuda. Rozochocony zaproponowałem nawet Kamili kto zrobi większą. Po zaciekłej walce z emocjonującymi dogrywkami uległem zdaniem sprawiedliwej sędzinie Miśki 3 do 0 :(

Żeby przyspieszyć naszą wędrówkę zaproponowałem Miśce przejażdżkę na ramie.
Dzielna dziewczyna wytrzymała kontakt z aluminiowym Cubą.
Po mniejszych perypetiach dotarliśmy wreszcie do Rdst.
Tym samym moja dawna obietnica została spełniona.

Po obaczeniu domu Miśki z jej specjalnie wysprzątanym pokojem włącznie ruszyliśmy z Kornaś w drogę powrotną.
Kamila imponowała szczytową formą na podjazdach także całkiem szybko dotarliśmy do Tęgoborzy ; >

Po odpoczynku z uroczym widokiem na jezioro ruszyliśmy i dotarliśmy do Dąbrowej.
Tym samym kolejna obietnica spełniona. Druga pieczeń upieczona.
Napojony i wypoczęty ruszyłem do domu z ambitnymi planami na czwartek.

Zapadł zmrok a z tyłu padła mi lampka.
Ratowałem się przednią, świecąc na przemian to z przodu to z tyłu.
Dzień dobiegł końca:)

Strzelił tysiąc !

Niedziela, 18 lipca 2010 · Komentarze(1)
Kategoria szlif/miasto
Pograliśmy dzisiaj ładne 3 godziny w siatkę, potem na święto dzieci gór do rynku i z powrotem.

W domu niemałe zaskoczenie. 1000km na liczniku :)

Tak więc, mam zaszczyt państwu ogłosić iż od maja tego roku zrobiłem 1000km w dosyć słabym czasie 58h. Czyli w 2,5 dnia. Wiele z tych wycieczek nie opisywałem na blogu dlatego też na bikestats wartość km jest obniżona.


Jeśli zdrowie dopisze to nie mam wątpliwości, że w wakacje skończę drugi tysiąc:p

Zobaczymy. Komu w drogę temu na rower. Cya ! ; )

Dzień w wersji hard.

Środa, 23 czerwca 2010 · Komentarze(2)
Kategoria szlif/miasto
Miewacie takie dni kiedy nie możecie znaleźć dla siebie nawet 5 min?

Wczoraj przez to przechodziłem.

Po szybkim śniadaniu ruszyłem do szkoły skąd udaliśmy się na siłownię.
Tutaj wart wspomnienia jest patent Kornasia na ćwiczenie dupy
(uaaaa "ale boli":D)

Szybki telefon od taty; "Masz nam pomóc"

W ten sposób następną siłownie spędziłem na świeżym powietrzu.
Tym razem na działce rodziców. Przekopałem chyba całe pole.

Szybki telefon od Matysa: "Gramy w siatkę"

I tak następne 2h spędziłem na graniu w najpiękniejszą grę jaką człowiek wymyślił.

Szybki sms od Sowy; "19:30 pod fontanną"

Tak więc, szybki prysznic i sruu na rower.

Po naprawieniu naprawionych przerzutek Polci(:D) postanowiliśmy skompletować paczkę o Kuźmę mającego właśnie biegać z naszą supermenką.
Oczywiście nie biegał:) Wspólnie objeździliśmy pół miasta.
Znalazł się też czas na odpoczynek. Idealny czas na wyznania.
Do historii przejdzie jedno z nich dt. obolałej dupy Superbohaterki uwiecznione na moim telefonie:D

Ale wracając:

Szybki telefon od taty: "Wracaj już do domu"
Nie zdązyłem jeszcze wrócić jak:

Szybki telefon od siostry: "Podjedź pod mój blok"

Na miejscu złożyliśmy wspólnie życzenia najdzielniejszemu mężczyźnie na świecie:
mojemu tacie. Naprawdę podziwiam go, że ze mną wytrzymuje. Trzeba być wytrwałym:)

Więcej szybkich telefonów tego dnia już nie miałem.
Wykończony zakończyłem dzień w wersji hard.

Night story.

Środa, 16 czerwca 2010 · Komentarze(5)
Kategoria szlif/miasto
Korzystając z nowej przedniej lampki ruszyliśmy w nocną podróż. Oczywiście pojawili się nasi starzy znajomi z Miami przeczepiając się do braku oświetlenia

"odblaskowe mam!"-wtórował im Wiktor. Nie miej jednak wyszliśmy jak zawsze cało.

Nie mogąc się zdecydować do kogo jedziemy zdecydowaliśmy pobawić się w małą zabawę.Otóż:
dojeżdżając do najbliższego skrzyżowania pierwszy z nas mówi gdzie skręcamy, kiedy docieramy do następnego decyduje następna osoba.
A więc alleluja i do przodu! "zobaczymy gdzie dojedziemy".

I tak zwiedziliśmy połowę Ns. Byliśmy blisko Kornaś, Kaśki, Miśki, ale za każdym razem jeden z nas krzyżował drugiemu plany wybierając skręt w przeciwną stronę. Każdy chciał do kogo innego Nie ma jak kompromis :D

I wędrowaliśmy tak sobie po totalnych peryferiach gdzie psy dupą szczekają. Jeden z nich wyszedł nam na spotkanie. W dodatku nie mały.


Stanęliśmy jak wryci-zaczęło się oczekiwanie na ruch przeciwnika.
Okolica zamarła w głębokiej ciszy.
Rosły owczarek niemiecki zmierzył nas swoim spojrzeniem.

Oczekiwanie...

Cisza...

Oczekiwanie...

Cisza...

Oczekiwanie...

Cisza...

HUK ! SZCZEK ! HUK ! SZCZEK ! HUK! SZCZEK!

Bardziej oczywistego sygnału do ucieczki mogliśmy już nigdy nie usłyszeć.
Pies zerwał się niczym błyskawica. Rozpoczęła się rozpaczliwa ucieczka po okolicach których nie znaliśmy. I nagle ten niefortunny skręt w lewo.
Przejechaliśmy dobre 50m jak przed naszymi oczyma ukazał się zakład mięsny

Ślepa uliczka !

Pies zatrzymał się w miejscu skrętu 50 m przed nami tryumfując. Wprawdzie wjechaliśmy szczęśliwie na teren zakładu i nie mógł się do nas dobrać, ale jedyna droga powrotu prowadziła przez miejsce jego postoju
Owczarek o tym doskonale wiedział. Tak on to wiedział !
Stał cierpliwie na skrzyżowaniu.

Zrozumieliśmy naszą beznadziejną sytuację. Godzina 22:40.
Może jutro z rana sobie pójdzie?
A może nam nic nie zrobi?
A może pojedziemy prosto na niego i jeden z nas skręci w lewo drugi w prawo biorąc na siebie jego pościg?
A może zadzwonimy po rodziców?

NIE ! Wszystkie te pomysły były beznadziejne !

Nagle ku naszemu zdziwieniu z zakładu wyjechał samochód.
To jest nasza jedyna szansa. Musimy puścić się za autem. Jedziemy za nim!

Za ojczyznę !

Możecie sobie wyobrazić nasze zdziwienie kiedy pies widząc taką obstawę nagle gdzieś zniknął. Zapadł się pod ziemie ! Nie zastanawialiśmy sie dłużej.
6 bieg i ile sił w nogach. Uciekliśmy! Od czasu do czasu spoglądąłem jeszcze za siebie czy nie ma za nami naszego przyjaciela. On już nie wrócił.

Zdecydowaliśmy, że kończymy naszą zabawę. Tuż przed nami zarysował się krzyż na Paściej górze. Postanowiliśmy tam wjechać i wrócić z powrotem.Tak też zrobiliśmy.

Na górze przepiękny widok na oświetlony NS ! Telefon od taty: "Gdzie jesteś?"
"a tutaj pod domem zaraz przyjdę" Oczywiście pod domem nie stałem.
Pożegnałem się z Maćkiem i sruuu do domu.

Co za noc ! Gdzie dojedziemy następnym razem. Czy w ogóle dojedziemy ?

Zapraszam. :)

stały bywalec.

Niedziela, 13 czerwca 2010 · Komentarze(3)
Kategoria szlif/miasto
Do kościoła na 12:00. W środku niemałe zaskoczenie:
Brongiel grzecznie siedzący w ostatniej ławce :D

Zjawiskowe odkrycie.

jazda, jazda, jazda

Piątek, 11 czerwca 2010 · Komentarze(3)
Dzień istnie rowerowy i kolorowy : > Takim mały rymem zaczynam relacje z dzisiejszej przejażdżki. ;x

Nie muszę już chyba mówić, że do szkoły późno wstałem, a ratunkiem ponownie okazał się rower i paczka chusteczek.( New record: 8:07 !). Po szkole odwożąc Kaśkę zaliczyłem Chełmecką Mała Wieś(zwłaszcza, że miałem po drodze:D) Jak się później okazało o kawałku tortu i serku biszkoptowym jej mamy miałem spędzić prawie całą resztę dnia. Dzięęęki ; )

Myślałem, że wrócę spokojnym tempem do domu- Nic bardziej złudnego!
Telefon od mamy: "Masz iść na mszę !" więc znowu zabójcza jazda pod Biały Klasztor.
Zaraz po mszy byłem umówiony z Januszem na siłownie, ale oczywiście msza się przedłuuuuużyła i musiałem znowu zapitalać ile sił w nogach na WSB.

"Wojtuś wreszcie sobie odpoczniesz"-rzekłem sobie.
ale NIE!: telefon od Wiktora: "zaraz będę pod Twoim domem dasz radę?"

Oczywiście dałem - kosztem następnych kropli potu ; >

Szybko się ściemniło. Postanowiliśmy zaliczyć sobie małego szlifa nocą. Ale gdzie;
No właśnie i tu padła spontaniczna propozycja Wiktora: "Na Jamnicę do koleżanki z klasy" Troszkę km, ale ruszyliśmy w drogę. Kiedy trafiliśmy na lokalną prowadzącą już do Jamnicy nieco się rozluźniliśmy, Wiktor spuścił ręce z kierownicy. Nagle ku naszemu zdziwieniu drogę zajechali nam policjanci z Miami :D
Mieliśmy dużo szczęścia- funkcjonariusze byli w dobrym humorze. Skończyło się na małym opieprzu gdzie są nasze lampki rowerowe.

Na miejscu okazało się oczywiście, że Maciek nie wie gdzie ona mieszka, a na tym zadupiu nie ma zasięgu ! Na szczęście o 23:00 po ulicach szwendają się jeszcze miłe sąsiadki. Trafiliśmy po ciemku. Dziewczyna była lekko zdziwiona nie powiem Trochę pogadaliśmy i zawróciliśmy do domów.
Zdecydowałem się, ze wrócę nieco krótszą, a niebezpieczną drogą wzdłuż Kamienicy. Grrrr już tam nie pojadę o tej porze: Ciemno jak w dupie. Na szczęście bez przygód wróciłem do domu.

Dzień istnie rowerowy. Idę spać ! AAAA i mam dst z matmy ! :)
Zaplanowaliśmy już kilka nowych szlifów. Dziewczyny nie śpijcie ! ;)

Lans na mieście

Środa, 2 czerwca 2010 · Komentarze(1)
Kategoria szlif/miasto
Korzystając z w miarę przystępnej pogody zdecydowałem się na małą wycieczkę na miasto. W rynku spotkałem grono starych znajomych z którymi wspólnie poszlifowałem kilka kilometrów. Słoneczko wyjdź :)