Night story.
"odblaskowe mam!"-wtórował im Wiktor. Nie miej jednak wyszliśmy jak zawsze cało.
Nie mogąc się zdecydować do kogo jedziemy zdecydowaliśmy pobawić się w małą zabawę.Otóż:
dojeżdżając do najbliższego skrzyżowania pierwszy z nas mówi gdzie skręcamy, kiedy docieramy do następnego decyduje następna osoba.
A więc alleluja i do przodu! "zobaczymy gdzie dojedziemy".
I tak zwiedziliśmy połowę Ns. Byliśmy blisko Kornaś, Kaśki, Miśki, ale za każdym razem jeden z nas krzyżował drugiemu plany wybierając skręt w przeciwną stronę. Każdy chciał do kogo innego Nie ma jak kompromis :D
I wędrowaliśmy tak sobie po totalnych peryferiach gdzie psy dupą szczekają. Jeden z nich wyszedł nam na spotkanie. W dodatku nie mały.
Stanęliśmy jak wryci-zaczęło się oczekiwanie na ruch przeciwnika.
Okolica zamarła w głębokiej ciszy.
Rosły owczarek niemiecki zmierzył nas swoim spojrzeniem.
Oczekiwanie...
Cisza...
Oczekiwanie...
Cisza...
Oczekiwanie...
Cisza...
HUK ! SZCZEK ! HUK ! SZCZEK ! HUK! SZCZEK!
Bardziej oczywistego sygnału do ucieczki mogliśmy już nigdy nie usłyszeć.
Pies zerwał się niczym błyskawica. Rozpoczęła się rozpaczliwa ucieczka po okolicach których nie znaliśmy. I nagle ten niefortunny skręt w lewo.
Przejechaliśmy dobre 50m jak przed naszymi oczyma ukazał się zakład mięsny
Ślepa uliczka !
Pies zatrzymał się w miejscu skrętu 50 m przed nami tryumfując. Wprawdzie wjechaliśmy szczęśliwie na teren zakładu i nie mógł się do nas dobrać, ale jedyna droga powrotu prowadziła przez miejsce jego postoju
Owczarek o tym doskonale wiedział. Tak on to wiedział !
Stał cierpliwie na skrzyżowaniu.
Zrozumieliśmy naszą beznadziejną sytuację. Godzina 22:40.
Może jutro z rana sobie pójdzie?
A może nam nic nie zrobi?
A może pojedziemy prosto na niego i jeden z nas skręci w lewo drugi w prawo biorąc na siebie jego pościg?
A może zadzwonimy po rodziców?
NIE ! Wszystkie te pomysły były beznadziejne !
Nagle ku naszemu zdziwieniu z zakładu wyjechał samochód.
To jest nasza jedyna szansa. Musimy puścić się za autem. Jedziemy za nim!
Za ojczyznę !
Możecie sobie wyobrazić nasze zdziwienie kiedy pies widząc taką obstawę nagle gdzieś zniknął. Zapadł się pod ziemie ! Nie zastanawialiśmy sie dłużej.
6 bieg i ile sił w nogach. Uciekliśmy! Od czasu do czasu spoglądąłem jeszcze za siebie czy nie ma za nami naszego przyjaciela. On już nie wrócił.
Zdecydowaliśmy, że kończymy naszą zabawę. Tuż przed nami zarysował się krzyż na Paściej górze. Postanowiliśmy tam wjechać i wrócić z powrotem.Tak też zrobiliśmy.
Na górze przepiękny widok na oświetlony NS ! Telefon od taty: "Gdzie jesteś?"
"a tutaj pod domem zaraz przyjdę" Oczywiście pod domem nie stałem.
Pożegnałem się z Maćkiem i sruuu do domu.
Co za noc ! Gdzie dojedziemy następnym razem. Czy w ogóle dojedziemy ?
Zapraszam. :)

