Częstochowa Coverage | Day 2

Sobota, 24 lipca 2010 · Komentarze(5)
Pobudka o 6:00, szybkie śniadanie i jako pierwsi wyruszyliśmy w dalszą podróż.
Po ulewnej nocy, wszystkie wcześniej uprane rzeczy do niczego się nie nadawały.
Na drogach nieustannie siąpiło. Pogoda była beznadziejna.

Nagle zerwał się niesamowity wiatr. Odetchnęliśmy z ulgą, że nie jedziemy pod niego. Na 30 km spełniły się jednak nasze skryte przypuszczenia.
Skręcając na lewo dostaliśmy się idealnie w epicentrum działania wiatru.
Jechało się tragicznie. W czasie zjazdu byłem zmuszony zmienić ustawienie przerzutek na te które zwykle ustawiam na podjazdy.
Wiatr niemiłosiernie hamował nasze ruchy. W dodatku po wczorajszym dniu moje przerzutki zaczęły szwankować. O dziewiątce nie miałem co marzyć.

Mimo wszystkich przeciwności dawaliśmy z siebie wszystko. Po 50 km nieustannej jazdy pod wiatr skręciliśmy na prawo na drogę wojewódzką.
Co za ulga. Poczułem się o połowę lżejszy.

O godzinie 10:30 dojechaliśmy na zaplanowany na mapie obiad.
Byliśmy strasznie zdenerwowani.
Lokal był obskurny, babka stwierdziła, iż organizator spodziewał się, że grupa przyjedzie tu o 15:00 więc obiadu jeszcze nie ma.
Musieliśmy zamówić wszystko na swój koszt.
Dodatkowo na mapie pojawiło się nieszczęsne oznaczenie "po ok 10 w lewo" Odczytaliśmy je jako skręt w lewo po 10km. Po przejechaniu 10km nie widząc żadnego lokalu zdecydowaliśmy się zawrócić. Okazało się, że chodziło o 10 metrów!

O godzinie 14:15 dojechaliśmy na planowane miejsce noclegowe w Piaskach.
Postanowiliśmy nie czekać 3 godzin na resztę grupy i ruszyć na własną rękę do Częstochowy. Organizatorowi tradycyjnie przekazaliśmy, że będziemy nocować u babci, której oczywiście nie mamy. Nie omieszkałem zostawić dziadkom na asfalcie powiadomienia, że byliśmy tu pierwsi. Sądząc po ich chłodnym przywitaniu dnia następnego wiadomość została odczytana :D

Koło 16:00 dotarliśmy do celu.
Częstochowa przywitała nas zaczepnym deszczem.
Po zakupach w Lidlu i obiedzie w KFC zameldowaliśmy się w Hali Pielgrzyma.
Warunki były wspaniałe. Po ciepłym prysznicu skoczyliśmy na apel jasnogórski i poszliśmy wykończeni spać. Dzień drugi wraz z całą pielgrzymką dobiegł końca:)

W sumie zrobiliśmy 286 km w czasie 12:32. Za nami wiele przeciwności i kryzysów.
Ale czy ktoś powie, że nie było warto ? Nie:)
Wracając autobusem dogadaliśmy szczegóły następnego wielkiego projektu tego roku. Czekamy na stanowisko rodziców.
Wkrótce wszystkiego się dowiecie.

Komentarze (5)

ale dowiedziałam się, że lidl jest austriacki, a nie szwabski : D
twój telefon przeszedł więcej niż mój i Kornasia razem wzięte ; p

a dziś cię widziałam na długosza ... obok pksa xd ja wracam z ciuchowych łowów, a tu grusia przejeżdża mi przed nosem - oczywiście nie oglądając się ^^

polcia 15:43 wtorek, 3 sierpnia 2010

aj bejbe,
Ty stara lampucero!
wybrałbyś się po starej znajomości na jakiś rower
w jakieś fajne, odludne miejsce
a nie obijał tam się!!
to ten,
znasz numer muła!
bo ja do Ciebie nie zadzwonie bo masz brzydki dzwonek :PP

a tak w ogóle to zasługujesz na miano supersupermena ;D
wymiatacie!

muł 08:07 wtorek, 3 sierpnia 2010

Nie ukrywam, że z powodu narodowej przynależności do Lidla wszedłem z ciężkim sercem ; >

gruszek 11:53 środa, 28 lipca 2010

zawsze lepszy niż biedronka :D
Grusia, dałeś czadu. Czekam na osobistą relację!

pzdr.!! :D ;*

Madlenn 10:37 środa, 28 lipca 2010

Lidl jest tani i do bani

justin bieber 08:51 środa, 28 lipca 2010
Wpisz trzy pierwsze znaki ze słowa godal

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]