jazda, jazda, jazda
Nie muszę już chyba mówić, że do szkoły późno wstałem, a ratunkiem ponownie okazał się rower i paczka chusteczek.( New record: 8:07 !). Po szkole odwożąc Kaśkę zaliczyłem Chełmecką Mała Wieś(zwłaszcza, że miałem po drodze:D) Jak się później okazało o kawałku tortu i serku biszkoptowym jej mamy miałem spędzić prawie całą resztę dnia. Dzięęęki ; )
Myślałem, że wrócę spokojnym tempem do domu- Nic bardziej złudnego!
Telefon od mamy: "Masz iść na mszę !" więc znowu zabójcza jazda pod Biały Klasztor.
Zaraz po mszy byłem umówiony z Januszem na siłownie, ale oczywiście msza się przedłuuuuużyła i musiałem znowu zapitalać ile sił w nogach na WSB.
"Wojtuś wreszcie sobie odpoczniesz"-rzekłem sobie.
ale NIE!: telefon od Wiktora: "zaraz będę pod Twoim domem dasz radę?"
Oczywiście dałem - kosztem następnych kropli potu ; >
Szybko się ściemniło. Postanowiliśmy zaliczyć sobie małego szlifa nocą. Ale gdzie;
No właśnie i tu padła spontaniczna propozycja Wiktora: "Na Jamnicę do koleżanki z klasy" Troszkę km, ale ruszyliśmy w drogę. Kiedy trafiliśmy na lokalną prowadzącą już do Jamnicy nieco się rozluźniliśmy, Wiktor spuścił ręce z kierownicy. Nagle ku naszemu zdziwieniu drogę zajechali nam policjanci z Miami :D
Mieliśmy dużo szczęścia- funkcjonariusze byli w dobrym humorze. Skończyło się na małym opieprzu gdzie są nasze lampki rowerowe.
Na miejscu okazało się oczywiście, że Maciek nie wie gdzie ona mieszka, a na tym zadupiu nie ma zasięgu ! Na szczęście o 23:00 po ulicach szwendają się jeszcze miłe sąsiadki. Trafiliśmy po ciemku. Dziewczyna była lekko zdziwiona nie powiem Trochę pogadaliśmy i zawróciliśmy do domów.
Zdecydowałem się, ze wrócę nieco krótszą, a niebezpieczną drogą wzdłuż Kamienicy. Grrrr już tam nie pojadę o tej porze: Ciemno jak w dupie. Na szczęście bez przygód wróciłem do domu.
Dzień istnie rowerowy. Idę spać ! AAAA i mam dst z matmy ! :)
Zaplanowaliśmy już kilka nowych szlifów. Dziewczyny nie śpijcie ! ;)

